Akcja powieści toczy się na Węgrzech pod koniec XIX wieku. Już w pierwszym rozdziale poznajemy grono chłopców skupionych wokół czternastoletniego Boki. W jego klasie są między innymi Weiss, mały i chuderlawy Nemeczek, którego nikt nie słucha, Czele elegancik, świetnie gwiżdżący Czonakosz, porywczy Gereb i Barabasz. Kończy się lekcja, wszyscy chcą opuścić szkołę, zwłaszcza że za oknem czeka wiosna. Po klasie krąży karteczka z informacją o zwołanym na popołudnie spotkaniu na placu.

Przed szkolną bramą Czele chce kupić na straganie chałwy, ale oburza go fakt, że jej cena została podniesiona o sto procent. Nie wie, co robić. Gereb podpuszcza go, by zniszczył kram sprzedawcy. Czele nie chce tego zrobić swoim pięknym kapeluszem, więc Gereb postanawia rzucić swoim. Powstrzymuje go Boka, który mówi, że niewiele taki ruch ma wspólnego z odwagą. Tu widzimy pierwsze starcie między chłopcami: rozsądnym i wyważonym Boką a działającym impulsywnie Gerebem. To jest ważne i ma wpływ na to, co wydarzy się dalej.
Po drodze ze szkoły trójka przyjaciół spotyka poruszonego czymś Nemeczka i Czonakosza. Okazuje się, że dzień wcześniej doszło do przestępstwa, w slangu młodzieżowym nazywanego einstand. Nemeczek opowiada, że podczas gry w kulki, którą wygrał, pojawili się bracia Pastorowie i zagrozili im pobiciem, jeśli nie oddadzą wszystkich kulek. Ponieważ byli silniejsi, towarzysze Nemeczka uciekli. Prawo, na które się pastorowie powołali, polegało na tym, że jeśli kulek by nie oddali, po prostu zostaliby pobici. Boka oburza się i obiecuje, że omówią ten problem podczas popołudniowego spotkania na placu.
Plac to miejsce, które czeka na zabudowę. Częściowo zajmuje go tartak; jest tu pełno pni drzew. To rewelacyjne miejsce do zabawy dla dzieci, które mieszkają w mieście. Chłopcy pobudowali sobie na tym terenie fortecę. Miejsce było tym, czego w danej chwili potrzebowali. Na placu jako pierwszy pojawił się Nemeczek, który usłyszał szczekanie psa Hektora. Hektor, tak jak i on, był szeregowcem; wszyscy inni byli porucznikami i podporucznikami, kapitanami i generałami. Hektor jest psem Słowaka, stróża na placu — osobą, która pilnuje, by nic nie zostało tutaj ukradzione czy zdewastowane.
Nemeczek biegnie za Hektorem, widzi zbudowaną cytadelę, na której powiewa chorągiewka chłopców z Placu Broni, wspina się, dodając sobie otuchy słowami: „Nie bój się, Nemeczku, nie bój się, Nemeczku!”, i wtedy dostrzega Feriego Acza, dowódcę Czerwonych Koszul, grupy chłopców z Ogrodu Botanicznego, do której należą też bracia Pastorowie, którzy zabrali mu kulki. Feri Acz przedrzeźnia go i znika, mówiąc: „Nie bój się, Nemeczku, nie bój się, Nemeczku”. Roztrzęsiony Nemeczek zauważa, że razem z Ferim Aczem zniknęła ich chorągiewka.
Na placu pojawiają się kolejni chłopcy i Nemeczek informuje ich o tym, co się stało. Okazuje się później też, że ktoś nie zamknął furtki na plac; wszystko wskazuje na to, że to ich dowódca, Boka. Ten zachowuje się honorowo i nakazuje Gerebowi wpisanie Boki do czarnej księgi. Boka jednak nakazuje wpisanie do niej także Kolnaya za to, że to on doniósł o niezamknięciu furtki, czyli potępił siebie za to, że nie wypełnił obowiązku, natomiast kolegę za to, że doniósł. Warto podkreślić, że do tej pory w czarnej księdze figurowało wyłącznie nazwisko Nemeczka i to jego sądzono jako najniższego rangą. Był najmłodszy, najmniejszy, to on był szeregowcem, co dawało kolegom prawo do wykorzystywania go. Nemeczek ze łzami w oczach prosi o awans. Chłopcy tego nie chcą, bo co to za zabawa, gdy nie ma komu rozkazywać? Boka nakazuje Nemeczkowi spokój i grozi, że jeśli nie przestanie płakać, będzie musiał opuścić plac. Obiecał mu jednak, że jeśli do maja będzie się dobrze sprawował, a mamy marzec, to awansuje.
Następnie przechodzą do głosowania. Mają wybrać spośród siebie dowódcę. Na czternaście głosów Boka zdobył jedenaście, a trzy zdobył Gereb. Pierwszemu z nich było przykro, że ktoś na niego nie głosował; drugi czuł satysfakcję. Jako nowy przewodniczący Boka powiedział chłopcom, że muszą przygotować się do wojny z czerwonymi koszulami, że sprawy zaszły za daleko, jednak nie będą czekać na ich ruch. Muszą sami pójść do ich bazy, do ogrodu botanicznego. Na fali entuzjazmu wszyscy poparli ten pomysł. Gdy to postanowiono, rozpoczęli grę palanta.
Następnego dnia po południu Boka przedstawił swój plan. Mają udać się do Ogrodu Botanicznego i przyczepić do drzewa kartkę z napisem: „Tu byli chłopcy z Placu Broni”. Razem z nim idzie tam Nemeczek i Czonakosz. Chłopcy zastanawiają się nad tym, gdzie podziewa się Gereb, który tego dnia był nieobecny. Wiedzą, że chłopak jest zazdrosny i że spokój, który Boka ma w sobie, z pewnością go drażni. Do Ogrodu Botanicznego wchodzą przez mur. Czonakosz obserwuje teren z wysokiej akacji. Muszą dostać się na wyspę, na którą wejść można jedynie przez mostek. To tam jest baza czerwonych koszul na tej wyspie.
Na początku zakradają się w stronę ruin zamku, ale słyszą za sobą stróża, więc szybko chowają się do środka. W tych ruinach znajdują tomahawki, czyli broń Czerwonych Koszul; rozrzucają je tylko, by było widać, że tutaj byli. Boka nie pozwala wziąć niczego ze sobą, bo jego zdaniem byłaby to kradzież — to byłoby niehonorowe. To też bardzo dużo mówi nam o tym chłopcu. Boka ze wzgórza, na którym stał, spogląda w stronę wyspy przez lornetkę i wydaje mu się, że widzi tam wśród czerwonych koszul znajomą twarz. Nie mówi jednak kolegom, kogo zobaczył, bo nie chce rzucać oskarżeń, nie mając pewności, że są prawdziwe.

Podchodzą pod staw i znajdują tam łódkę, którą dopływają na wyspę. W czasie wchodzenia do łódki Nemeczek niestety potyka się i cały wpada do stawu. Jest mokry, ale ruszają dalej. Przypominam, że jest marzec, jest naprawdę dość zimno. Czonakosz zostaje pilnować łódki, a Nemeczek z boku zakrada się do grupy czerwonych koszul. Zauważają, że jest wśród nich Gereb, który objaśnia, jak najłatwiej zdobyć Plac Broni, ich plac. Gereb proponuje nawet, że zostawi im otwartą furtkę, by łatwiej mogli przejąć miejsce dla siebie. Nemeczek płacze, Boka jest poruszony.
Gdy Czerwone Koszule rozchodzą się, by odłożyć swoje włócznie, Boka wyskakuje zza krzaków, podchodzi do drzewa, gasi latarnię, przyczepia karteczkę i razem z Nemeczkiem biegnie do łodzi. Czerwone koszule po chwili orientują się, co się stało i ruszają w pościg. Oni muszą biec mostkiem. Chłopcom udaje się dopłynąć do brzegu i schować w oranżerii. Początkowo nikt ich nie zauważa, aż do momentu, gdy Nemeczek bezmyślnie oświetla koszuli miejsce za pałką. Błysk zwabia wrogów. Nemeczek pospiesznie chowa się w stawiku. Jeden z Czerwonych Koszul, Sebenicz, ma wrażenie, że chłopcy już uciekli. Wszyscy za nim ruszają. Później Sebeniczowi wydaje się, że widzi uciekających chłopców, więc wskazuje kolegom drogę ich ucieczki i biegną ulicą za chłopcami, którzy nieświadomie odciągają uwagę od chłopców ukrytych aktualnie na drzewie. Nasi bohaterowie wykończeni wracają do domu. Robią zrzutkę na bilet tramwajowy dla Nemeczka, bo ten już opada z sił.
Nemeczek i Boka nie mówią Czonakoszowi o zdradzie Gereba. To jest bardzo ważne. Następnego dnia po lekcjach grupa chłopców — Weiss, Kolnay, Rychter, Barabasz, Czele i Nemeczek — zostaje wezwana przez swojego nauczyciela na dywanik. Ktoś doniósł, że założyli ugrupowanie zwane Związkiem Kitowców, co rzeczywiście miało miejsce. Okazuje się, że chłopcy zbierają kit, czyli substancję, którą kiedyś mocowano szyby w oknach. Wydrapują ten kit z okien, a później przewodniczący związku musi go rzucić, bo bez tego kit twardnieje, zastyga. Jak prawdziwy związek, chłopcy mają swój znaczek, pieczęć, zebrane pieniądze i sztandar. Wszystkie te rzeczy, łącznie z kitem, oddają po kolei nauczycielowi. Wszyscy przy tym płaczą, bo zawiera się im coś dla nich bardzo ważnego: niszczy się ich organizację. Nauczyciel zakazuje też tworzenia podobnych organizacji w przyszłości. Do Związku Kitowców nie należy Boka.
Po wyjściu z sali okazuje się, że Nemeczek wyskrobał z okna kawałek kitu, więc jest powód, by wznowić działalność związku. Chłopcy chcą się zbuntować. O powołaniu związku na nowo chłopcy rozmawiają na Placu Broni. Nagle Nemeczek dostrzega Gereba, który idzie w stronę domku Słowaka, czyli stróża pilnującego placu. Nemeczek zostawia kolegów, którzy nie wiedzą o zdradzie Gereba, i zakrada się, by podsłuchać, o czym toczy się rozmowa. Gereb daje Słowakowi garść cygar i obiecuje pieniądze za to, by ten wyrzucił chłopców z placu, po to aby mogli przyjść na plac chłopcy z ogrodu botanicznego, czyli czerwone koszule. Nemeczek jak najszybciej musi poinformować o tym Bokę, który jeszcze nie przyszedł na plac. Biegnie, ale po drodze zatrzymują go koledzy ze Związku Kitowców. W końcu reaktywują związek i chcą, by Nemeczek razem z innymi przysiągł, że nie piśnie o tym słowa nauczycielowi — żeby złożył przysięgę. Nemeczek nie ma jednak czasu na takie zabawy, bo biegnie do Boki.
Chłopcy denerwują się i sugerują, że Nemeczek boi się konsekwencji, że jest tchórzem. Gdy nie wyjaśnia, dlaczego nie może zostać i tylko biegnie, postanawiają wykreślić go ze związku i wpisać go do związkowej księgi jako tchórzliwego zdrajcę; jego nazwisko wpisują małymi literami. To według ich statutu była najsurowsza kara — sposób na pozbawienie chłopca honoru. Tymczasem Nemeczek dobiega do Boki, opowiada mu o wszystkim i razem ruszają w stronę placu, by złapać jeszcze Gereba. Gdy ten ich spostrzega, śmieje się tylko i rusza w swoją stronę.
Mijają kolejne dwa dni i podglądamy, co dzieje się z czerwonymi koszulami w ogrodzie botanicznym. Jest wśród nich Gereb, który mówi o przekupieniu Słowaka. Feri Acz, czyli dowódca, nie chce w taki sposób przejąć ziemi. Oburza się zachowaniem Gereba. Uważa, że do przejęcia placu potrzebna jest uczciwa wojna. Dowiadują się jeszcze, że z ich magazynu zniknęła chorągiewka chłopców z Placu Broni, którą wcześniej zdobył Feri Acz. W pewnym momencie Gereb mówi, że wśród chłopców z Placu Broni nie ma odważnych dzieciaków, więc zdobycie placu będzie proste. Na te słowa odzywa się głos z drzewa, który mówi, że to nieprawda. Okazuje się, że całą rozmowę słyszał Nemeczek i teraz odważnie staje przed bandą wrogów i zdrajcą, by w twarz im powiedzieć, co myśli o zdradzie.
Wszyscy są pod wrażeniem, bo przecież nie musiał się ujawniać. Sam Nemeczek mówi: „Tak, a więc jestem tu. Podsłuchałem całą waszą naradę, odzyskałem naszą chorągiew i proszę bardzo. Możecie teraz zrobić ze mną co chcecie. Możecie mnie zbić, wyrwać chorągiew, ale naprzód musicie wykręcić mi ręce, bo dobrowolnie jej nie oddam. Proszę, zaczynajcie.” W końcu jest tu sam jeden, a was jest dziesięciu. Feri Acz proponuje mu nawet, by przystąpił do czerwonych koszul, ale Nemeczek stanowczo odmawia, bo brzydzi się zdradą. Przyznaje przy tym, że to on odebrał chorągiewkę, którą poprzednio Feri Acz zabrał z Placu Broni. Feri Acz nakazuje wykąpać go w stawie. Uważa, że jest zbyt mały, żeby go bić, ale kąpiel mu nie zaszkodzi. To już trzecia kąpiel Nemeczka w ciągu ostatnich kilku dni. Wszyscy się śmieją, a gdy Nemeczek wychodzi, Gereb radośnie pyta, czy było mu dobrze. Nemeczek odpowiada: „Było mi znacznie lepiej niż tobie, kiedy stałeś na brzegu i wyśmiewałeś się ze słabszego, i wolałbym siedzieć w tej wodzie po szyję, nawet do nowego roku, niż knuć z wrogami moich przyjaciół.”
Gdy wszyscy to słyszą, dociera do nich, że mają przed sobą małego bohatera z jednej strony i człowieka, który zdradził swoich ludzi z drugiej. To zaskakujące, gdy Nemeczek opuszcza wyspę na rozkaz Feriego Acza, a Czerwone Koszule na znak szacunku prezentują przed nim broń. Nikt nie chce natomiast rozmawiać z Gerebem. Po tym, gdy Nemeczek zniknął z wyspy, Feri Acz nakazał wykąpanie się w stawie braciom Pastorom za to, że kilka dni wcześniej zabrali Nemeczkowi kulki, o czym wspomniał malec. Tu Feri Acz jawi się jako bardzo sprawiedliwy i rozsądny dowódca; zakazuje swoim ludziom śmiać się z kary wymierzonej pastorom.
Następnego dnia Boka napisał odezwę do chłopców. Na wieść o wyprawie Nemeczka podjął też przygotowania do nadchodzącej wojny. Między innymi zażądał, by członkowie Związku Kitowców się pogodzili. Kłócili się, bo nowy prezes Kolnay doprowadził do zaschnięcia kitu. Według Boki można wygrywać wojnę tylko będąc w zgodzie. Gdy doszło do zgody, Boka wyłożył chłopcom plan obrony placu. Wybrał dowódców kolejnych oddziałów; na mapie pokazał im, kto za co odpowiada. Plan uwzględniał też zasadzkę, pozorną ucieczkę grupy Kolnaya i zamknięcie części Czerwonych Koszul w szopie Słowaka.
Gdy Boka powiedział, że jego adiutantem będzie Nemeczek, wzbudziło to protesty. Chłopcy ze Związku Kitowców wpisali go w końcu małymi literami do protokołu za zdradę. Boka przerwał te głupie rozmowy, ale Nemeczek i tak potrzebował mu wyjaśnić, o co chodzi, bo bał się, że Boka będzie nim gardził. Ten na szczęście jest rozsądnym chłopcem i obiecuje, że po wojnie zajmie się tą absurdalną sprawą.
Na placu rozpoczynają się manewry. Ku zaskoczeniu Boki przy furtce pojawia się Gereb, który przeprasza za to, co zrobił. Mówi, że przychodzi jako przyjaciel, ale Boka od razu odpowiada, że nie są już przyjaciółmi i wie, że przyszedł, bo czerwone koszule go odrzuciły. Gereb mówi, że jest inny powód; płacze i prosi o możliwość powrotu, ale Boka jest stanowczy. Gdy Gereb opuszcza plac, chłopcy wiwatują, są pełni podziwu dla swojego wodza.
Niedługo później na plac przychodzi ojciec Gereba i pyta, czy to prawda, że jego syn ich zdradził. Dla niego zdrada jest najgorszym zachowaniem. Żaden z chłopców nie chce odpowiedzieć i mówią, że tylko Nemeczek zna prawdę. W tym czasie Nemeczek czuje się już bardzo źle. Marcowe kąpiele sprawiły, że mocno się rozchorował. Boka prowadzi go do domu. Ojciec Gereba zastępuje im drogę i pyta ich o Gereba. Nemeczek majacząc mówi, że Gereb ich nie zdradził, uszczęśliwiając tym znękanego ojca. Smutne jest to, że po wyjściu z placu Boki i Nemeczka chłopcy ze Związku Kitowców mówią ojcu Gereba, że Nemeczek nie jest godzien zaufania, że sami uznali go za zdrajcę, na co ojciec Gereba przytakuje i komentuje, że właśnie na takiego Nemeczek wygląda. Widać tu, jak bardzo się mylą zarówno chłopcy, jak i ojciec Gereba — przecież Nemeczek jest prawdziwym bohaterem.
Następnego dnia Nemeczka nie ma w szkole ani na placu. Do Boki natomiast dociera, przyniesiony przez służącą, list od Gereba, w którym ten przeprasza za swoje zachowanie. Dziękuje za ukrycie prawdy przed jego ojcem i zdradza plany czerwonych koszul, między innymi to, że planowany atak przeniesiono na kolejny dzień. Chłopcy w końcu zgadzają się, by Gereb do nich dołączył, ale na razie w stopniu szeregowca. Gereb jest bardzo szczęśliwy; chce odkupić winy.
Chwilę później pojawiają się jednak chłopcy z Czerwonych Koszul i w pierwszym momencie Boka myśli, że Gereb ich okłamał, że zdradził ich po raz drugi. Okazuje się jednak, że to posłowie, którzy oficjalnie wypowiadają wojnę i ustalają jej zasady. Ustalają między innymi, że dopuszczalne są trzy rodzaje prowadzenia walki: bomby piaskowe, zapasy oraz szermierka na włócznie, tak żeby nie była to zwykła bijatyka. Gdy już to ustalili, posłowie czerwonych koszul pytają jeszcze o zdrowie Nemeczka. Zaimponował im swoją odwagą. Dowiadują się, że jest poważnie chory i zamierzają go odwiedzić.
W domu Nemeczka widzą rozgorączkowanego chłopca. Nemeczek martwi się, że przez chorobę nie uda mu się wziąć udziału w jutrzejszej bitwie. Na odchodnym mama chłopca chce poczęstować gości gorącą czekoladą, niebywałym przysmakiem. Jest przekonana, że to przyjaciele Nemeczka odwiedzają go w chorobie. Jeden z braci pastorów odpowiada jednak, że sobie nie zasłużyli, i odmaszerowują, czyli mają świadomość, że to oni przyczynili się do stanu, w jakim jest Nemeczek. Mama Nemeczka nie wie, że to częściowo przez nich jej syn jest umierający.
W tym czasie Boka wysyła delegację chłopców z Placu Broni, by odnieśli czerwonym koszulom chorągiewkę, którą kiedyś wykradł im Feri Acz, a teraz oddał im Gereb. Feri Acz chce wiedzieć, czy to sprawka Gereba, ale Czele odpowiada mu, że nie jest upoważniony do prowadzenia takich rozmów. To już drugi chłopiec z grupy Boki, który jawnie przeciwstawia się Czerwonym Koszulom.
Nadchodzi bitwa. W decydującej chwili chłopcy z Placu Broni wciągają wroga w sprytnie zastawioną pułapkę. Pastor z armią czerwonych koszul daje się zwieść pozorowanej ucieczce i wpada pod bombardowanie z fortec, a potem zostaje zaatakowany z tyłu przez ukryte oddziały. Bitwa kończy się zwycięstwem Boki, który wykorzystuje chaos i brak koordynacji wśród przeciwników. Trębacz Acza nie daje sygnału do ataku dla jego części armii, bo został wcześniej pojmany. Chłopców zamykają w domku Słowaka. W kulminacyjnym momencie bitwy czerwone koszule, tracąc nadzieję na uczciwe zwycięstwo, zaczynają walczyć bez skrupułów, zyskując przewagę nad zaskoczonymi chłopcami z Placu Broni, jakby przestają stosować się do zasad.
Gdy sytuacja staje się dramatyczna i Feri Acz ma wprowadzić swoich chłopców do zwycięstwa, na jego drodze staje Nemeczek, który mimo choroby pojawia się w tym miejscu. Powala Feriego Acza nadludzką siłą. Jego bohaterski czyn zatrzymuje przeciwników i odmienia bieg bitwy. Sam Nemeczek traci jednak przytomność. W końcu odsunęli go, a przed Ferim Aczem wszyscy stają na baczność, by oddać mu honory. Nie pozbawiają go broni. Czerwone koszule przegrały — przegrały dzięki Nemeczkowi. Dzięki niemu chłopcy z Placu Broni zwyciężyli.
Nemeczek jeszcze przyznaje chłopcom, że uciekł z domu, bo czuł, że go potrzebują, że go wzywają. Z ważnych zdarzeń na placu: Gereb odzyskuje stopień porucznika i na jego wniosek awansuje też Nemeczek na kapitana. W końcu na placu pojawia się zrozpaczona matka Nemeczka, która szuka go od dłuższego czasu. Bierze syna na ręce i niesie do domu. Chłopcy z Placu Broni formują się w dwójki i ruszają za nim. Odprowadzają go pod kamienicę. Można powiedzieć, że w ten sposób oddają mu hołd.
Później widzimy przy kamienicy stojącego samotnie Bokę, który czuwa przy umierającym przyjacielu. Coś w nim pęka i w końcu płacze. Uświadamia sobie, że jego jedyny szeregowiec, wspaniały człowiek, umiera. Płaczącego przytula ojciec Nemeczka, który właśnie wraca do domu. Razem płaczą, bo właściwie nie ma słów, by wyrazić ich cierpienie. Gdy Boka w końcu zostaje sam, zauważa, że ktoś nowy pojawia się przed kamienicą. To Feriac. Boka trzyma przed kamienicą serce. Feriego Acza przyciągnęły tutaj wyrzuty sumienia. Chłopcy, dowódcy wrogich armii, nie rozmawiają ze sobą.
W tym czasie obraduje też Związek Kitowców. W protokole z obrad można znaleźć taki zapis: na siedemnastej stronie Wielkiej Księgi znajduje się wpis o następującym brzmieniu: „Erno Nemeczek” małymi literami. Niniejszy zapis traci ważność, ponieważ został dokonany na skutek pomyłki. I tak dalej. Na koniec stwierdzają, że wpiszą go wielkimi literami. To ma ogromne znaczenie. Pamiętajmy, jakim niesprawiedliwym posunięciem wobec Nemeczka było posądzenie go o zdradę.
Kolejnego dnia Boka pojawia się u Nemeczków. Doktor mówi krawcowi, czyli ojcu Nemeczka, że chłopiec może nie dożyć wieczora, a na pewno nie dożyje rana. Nemeczek ma świadomość zbliżającej się śmierci. Jest dumny, że sam Feri Acz pytał dozorcę o jego zdrowie, że pojawił się pod jego kamienicą. W końcu majaczy, wyobraża sobie, że jest na placu: szaleje, trąbi, skacze, naśladuje głosy bitwy, a Boka ze ściśniętym gardłem razem z nim, chociaż wie, że to są ostatnie chwile jego przyjaciela. W końcu do Nemeczka przychodzi cały Związek Kitowców, żeby poinformować go o zmianie w zapisie, o tym, że zapisali go wielkimi literami. Oficjalnie mu o tym mówią; okazuje się jednak, że Nemeczek już nie żyje, że nie doczekał tej rehabilitacji. Boka powiedział mu o tym, że tak się stało, ale mu nie uwierzył i umarł.
Boka wraca w końcu po jakimś czasie na opustoszały plac, który kiedyś tętnił życiem i zabawą. Przechadza się po miejscach, gdzie toczyły się walki chłopców i gdzie Nemeczek, jego najbliższy przyjaciel, wykazał się tak wielką odwagą. Wspomina go z ogromnym wzruszeniem i smutkiem. Gdy Boka siedzi samotnie na fortecy, widzi, jak dwaj chłopcy, Barabasz i Kolnay, godzą się ze sobą właśnie w miejscu, gdzie Nemeczek ocalił plac, gdzie pokonał Feriego Acza. To bardzo symboliczne: chłopcy kłócili się przez cały czas między innymi o to, kto z nich powinien być prezesem Związku Kitowców, a tutaj dochodzi do pojednania. To wzruszająca chwila pokazująca, że śmierć przyjaciela czegoś ich jednak nauczyła.
Wkrótce jednak okazuje się, że na placu ma powstać trzypiętrowy dom. To Słowak informuje o tym Bokę. Boka czuje, jakby jego mała ojczyzna została mu odebrana. Zrozpaczona opuszcza to miejsce, wiedząc, że już nigdy nie będzie tak samo. W szkole poświęcają chwilę uwagi śmierci Nemeczka, a do Boki dociera, że życie to nie tylko zabawa — to także pożegnania i smutek.
